Posty

Science fiction

  Przygotowywana pełną parą przez IBE na zlecenie resortu edukacji reforma odsłania coraz to nowe elementy pakietu. Co prawda zarówno nowe kierownictwo Ministerstwa Edukacji Narodowej, jak i kierownictwo IBE zapowiadało, że przygotowywana reforma będzie konsultowana z nauczycielami, ale – jak na razie – konsultacje sprowadzają się do komunikowania nauczycielom kolejnych planów. Oczywiście na każdym kroku panie ministerki podkreślają, że wszystko to ma na celu poprawę dobrostanu i – przede wszystkim – prestiżu nauczycieli. No cóż, jesteśmy chyba trochę mało rozgarnięci, bo nie dostrzegamy tych starań... Ale do rzeczy. Jednym z najnowszych pomysłów jest ograniczenie godzin zajęć z fizyki i chemii z czterech do trzech w cyklu edukacyjnym oraz przywrócenie przyrody nie tylko w klasie czwartej, ale również w piątej i szóstej. Część treści z fizyki i chemii, które – przez zmniejszenie liczby godzin – nie znajdą miejsca na lekcjach z tych przedmiotów, ma znaleźć się właśnie w zakresie m...

Zachowuj się, Jasiu!

  Jedną z propozycji, dość intensywnie ostatnio promowaną przez jej twórców jest zmiana zasad oceniania zachowania: zamiast obecnej, sześciostopniowej skali ma zostać wprowadzona forma samooceny dokonywanej przez uczniów w oparciu o indywidualne rozmowy z wychowawcą. Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się być słuszny: uczeń dokonuje refleksji nad swoim zachowaniem pod kierunkiem mentora, czyli ma szansę zrozumieć dlaczego jego określone postawy są lub nie są akceptowalne. To tak na pierwszy rzut oka. „Eksperci”, którzy wpadli na ten pomysł przyjęli – niczym nieuprawnione – założenie, że każdy uczeń, nawet najbardziej zdemoralizowany klasowy chuligan w wyniku rozmowy z wychowawcą zachowa się jak przestępca po rozmowie z serialowym ojcem Mateuszem – ukorzy się i dokona „obywatelskiej samokrytyki” poddając się dobrowolnie wszelkim konsekwencjom... O święta naiwności! Samoocena – często (jeśli wychowawca ma czas i zapał) oparta o wiele wskaźników – jest elementem wystawienia oceny ...

Dlaczego nie da się zreformować szkoły?

  Pytanie w tytule sugeruje, że szkoła nie da się zreformować. Tymczasem najtęższe umysły polskiej edukacji – skupione m.in. w Instytucie Burzenia... przepraszam Badań Edukacyjnych – właśnie usiłują przeprowadzić największą od czasów ministra Handtkego reformę tej, jakże ważnej sfery funkcjonowania państwa i społeczeństwa. A tu nagle wychodzę taki ja (nawet nie cały na biało) i twierdzę, że się nie da. W dodatku chcę to argumentować. No ale niech mi będzie – spróbuję. Najpierw – jak na matematyka przystało – określę przestrzeń, w której będę przeprowadzał dowód. Otóż mówiąc o szkole mam na myśli szkołę państwową i publiczną, podlegającą administracyjnie jednostkom samorządu terytorialnego, a merytorycznie – ministrowi właściwemu ds. edukacji. Szkołę, która objęta jest (na poziomie podstawowym) obowiązkiem szkolnym, a powyżej podstawowego – obowiązkiem nauki. A zatem szkoła, do której musi iść każdy. Głównym – i w zasadzie jedynym – powodem, dla którego opisana wyżej szkoła ni...

Instytut Burzenia Edukacji

  Instytut Badań Edukacyjnych, który na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej (i za grube miliony) przygotowuje największą od czasów ministra Handtkego reformę edukacji zaczął ją od... zreformowania matematyki. Ale po kolei... Reformatorzy z IBE – nie chcąc powielać błędów swoich poprzedników – postanowili, że teraz to „nauczyciele będą targać reformą, a nie reforma nauczycielami”. Ogłosili więc wielkie prekonsultacje, porobili ankiety i na ich podstawie radośnie ogłosili pierwszy postulat, który – jakoby – zgłosili sami nauczyciele. Tym postulatem jest zmniejszenie z 4 do 3 liczby godzin fizyki i chemii w dwuletnim cyklu nauczania w klasie siódmej i ósmej szkoły podstawowej. Tak – pomysłodawcy z IBE podkreślają, że tego właśnie najbardziej chcieliby nauczyciele fizyki i chemii. Rzecz w tym, że IBE posłużyło się tu logiką rodem z Radia Erewań (starsi pamiętają): „nie samochody tylko rowery, nie w Moskwie tylko w Leningradzie i nie rozdają tylko kradną”... Bo ankietowani nauczy...

Dzień wagarowicza

Co prawda do pierwszego dnia wiosny, który zwyczajowo określany jest jako „dzień wagarowicza” jeszcze daleko, ale kwestia nieusprawiedliwionych nieobecności uczniów w szkole od pewnego czasu jest mocno obecna w mediach i na portalach społecznościowych. A to za sprawą ministerki edukacji narodowej, p. Nowackiej, która chce obniżyć próg dopuszczalnej absencji z obowiązujących obecnie 50%. Trudno nie zgodzić się z uporczywym określaniem tak wielu godzin nieobecności w szkole mianem „wagarów”, ale – z formalnego punktu widzenia – nazwą tą można określić wyłącznie nieobecności nieusprawiedliwione. Tymczasem większość „liderów absencji” ma zazwyczaj te nieobecności usprawiedliwione przez rodziców, którym ustawodawca przyznał takie prawo. Z drugiej strony uczniów, którzy są obecni w szkole na mniej niż 50% lekcji jest w gruncie rzeczy niewielu i nie stanowią oni jakiegoś szczególnego problemu dla szkoły. Większym problemem są ci, którzy nieobecności mają znacznie mniej, ale są to nieobecn...

Prekonsultacje

  Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło, że wspólnie z Instytutem Badań Edukacyjnych zamierza stworzyć sieć, w ramach której odbędą się prekonsultacje dotyczące planowanej reformy edukacji. Jak twierdzi wiceministerka EN, dr Lubnauer jest to potrzebne, „aby nauczyciele i nauczycielki mieli pewność, że jest to nasza wspólna zmiana, bardzo potrzebna w polskiej szkole”. Oczywiście ma to być ukłon w stronę środowiska, które dostało ostatnio mocno po łapach: najpierw zakazem zadawania prac domowych, później cięciami bez żadnych szerszych konsultacji podstawy programowej, a ostatnio – zapowiedzią wprowadzenia do każdej szkoły „rzeczników praw ucznia”. Co prawda nie wiadomo jak owe prekonsultacje będą prowadzone – wiadomo tylko, że zostanie powołana „Rada ds. monitorowania wdrażania reformy oświaty im. Komisji Edukacji Narodowej”. Gdybym był cynikiem to napisałbym, że taka rada to świetna okazja do obsadzenia kilku (bez wątpienia nieźle opłacanych) stanowisk „krewnymi i znajomymi Króli...

I have a dream

  „Polski rulez” wrzuciła ostatnio dość przygnębiający tekst o zaniku marzeń i motywacji u dużej grupy uczniów. Marazm i brak sensu – oto postawy, które wydają się dominować wśród dzisiejszej młodzieży. Co jest tego przyczyną? Brak marzeń może wynikać z wielu czynników. Bez wątpienia jedną z przyczyn może być łatwość zaspakajania potrzeb. Nasze pokolenie – urodzone i wychowane jeszcze w PRL-u – miało wiele marzeń, których spełnienie wówczas wydawało się niemożliwe. I nie były to jakieś wydumane marzenia: markowe dżinsy – a nie krajowa produkcja, zagraniczny wyjazd – na zachód, nie do Bułgarii czy na Węgry, lot samolotem... Wiele z tych marzeń udało się zrealizować już w dorosłym życiu. Część przenieśliśmy na własne dzieci i w ten sposób udało nam się je spełnić. O czym dzisiaj może marzyć dzieciak, który dostaje wszystko, czego chce? Druga przyczyna braku marzeń, to życie tu i teraz. Plany większości dzieciaków sprowadzają się najwyżej do kilku najbliższych dni – może tygodni. ...